Coś

Wiecie co? Kop w dupę mnie chyba motywuję, bo jeżeli mam realne problemy to z nimi walczę. 
Nie będę o tym opowiadała, ponieważ boję się, że ktoś mógłby po-kojarzyć fakty, chociaż to nieco irracjonalne. 

Wczoraj spotkałam się z bliskim przyjacielem, ale chyba zdziczałam, bo udawałam przed nim, że mam idealne życie - hipokrytka. Oprócz tego zamiast na lody i kawę z bitą śmietaną wypiłam tylko małą czarną i zjadłam sałatkę na mieście w ramach obiadu.

Odłożyłam projekt na wrzesień, aby mieć dużo czasu na jego zrobienie. W sobotę ostatni termin - coś czuję, że jutro nie pójdę spać tylko będę go liczyła. 

Waga 62.0 - powoli, ale do celu. Tym bardziej, że zbliża się okres, więc każde 100 czy 200g jest sukcesem. Nie mogę się doczekać

3 komentarze:

  1. przyjaciele są po to by im mówic prawdę bo inaczej to sami sie od siebie oddalamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ważne, że waga spada, oby tak dalej. Jeśli chodzi o przyjaciela to nie udawaj, bo to jest najgorsze. Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest dobrze dopóki spada. Jeśli to dobry przyjaciel, zrozumie Ciebie i Twoje zachowanie. Ja ostatnio zjechałam po wakacjach u babci z 63 do 60 przy 172 cm wzrostu.

    Pozdrawiam, Monique z bloga http://by-monique.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń