Porażka

Płatki kukurydziane 22,86
Majonez 140,60
Margaryna Delma 18,00
Mountain Dew 329,00
Wafle ryżowe bez soli - 286,16
Kajzerka wieloziarnista - 115,05
Pieczywo Chrupkie graham - 282,40
Jogurt pitny FruVita 0%- 61,50
Bułka śniadaniowa Fitness - 378,00
Suma 1633,57

Sport:
bieganie 3km + spacer 2km


    Brawo dla mnie! Spieprzyłam, ale nie mam wyrzutów sumienia. To głupie, ale zupełnie nie mam. Wczoraj czułam się słabo i wiedziałam, że się objem. Od samego rana to wiedziałam. I gdyby pojawiły się chipsy albo cokolwiek innego to bym się objadła i tyle. Nie umiem tego wytłumaczyć. Podziwiam Was, które umiecie żyć przez wiele dni na 300kcal. Podziwiam, bo sama nie dałabym sobie z tym zupełnie rady. Jak biegałam to nie miałam siły przebierać nogami i miałam taką zadyszkę, że nie umiałam tego żadną siłą powstrzymać, zawsze też rano nie umiem wtedy robić śniadania na stojąco, bo jest mi słabo. Wszystkie sposoby na normowanie oddechu zawiodły. Wróciłam do domu spacerem, wściekła na siebie, wróciłam też jak opętana, czując, że potrzebuję jedzenia. Już będąc na diecie biegam średnio kilometr przez 5.40-6.00 minut, kiedy odżywiałam się normalnie potrafiłam zejść do równych pięciu minut bez żadnego problemu.  Widać po czterech dniach diety piąty zawsze jest kryzysowy. Właściwie zaliczyłabym nawet ten dzień gdyby nie ten słodki napój. Tym akurat przesadziłam. Może z moim metalolizmem nie jest jeszcze tak źle jak mi się wydaję? Oczywiście nie muszę mieć wszystkich dni w miesiącu zielonych. Uciekam jak najdalej od paranoi. Jeżeli się przewróciłam to znaczy, że trzeba umyć ręce, udawać że nie boli i biec dalej. Od jednego dnia jeszcze nikt nie przytył. Nie jestem taką optymistką, aby wierzyć, że w Wielkanoc nie zjem ciasta, szczególnie u babci czy przyszłych teściów. Oczywiście będę się starała, ale wiadomo jak jest.  Bądź co bądź, dziś idę dalej. Popołudniu na rolki, jutro rano biegać, no i jeść zgodnie z limitem kcal. No i z Idealnym... Chyba mnie zrozumiał, może nawet bardziej on mnie zrozumiał niż ja sama siebie. Może czekałam, aż o mnie powalczy, choć trochę. Czekałam, aż przyjdzie dzień, w którym od pierwszej skrzywionej miny nie postawi na mnie kreski, a może teraz dopisuję sobie do tego jakąś głupią idealogię. Czuję się spokojniej, a to wielki sukces. Pouczę się, a potem wpadnę do Was.  

10 komentarzy:

  1. Czasami poprostu organizm sie buntuje i potrzebuje energii :) dobrze ze sie nie przejmujesz :* trzymaj sie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. po prostu organizm potrzebował ;) ale jak to się mawia "porażka nie wchodzi w rachubę" jutro dasz z siebie wszystko ;) a dlaczego nie lubisz marchewki? Pyszna przecież jest taka słodka, najlepsza z jabłkiem starta na tarce. to tam mało kcal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...PS a jakie lubisz samochody? co w nich Cię pasjonuje? ja jedynie co lubię oglądać "fani czterech kółek" :D mój chłopak mówi serio? serio ;D :P

      Usuń
  3. nie zapominaj, że porażka to częśćdrogi do sukcesu. Napady to niestety straszne gówno. Ale to jest ponad tobą, kiedy twój organizm woła o energię. Niestety.. Tak czy inaczej, już dalej trzymaj się chudziutko!
    http://comehereana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Może troszeczkę zwiększ swój limit żeby organizm nie był taki wycieńczony ? W tedy ominiesz napady i będziesz nadal chudła :) Polepszy Ci się znacznie od tego metabolizm no i najważniejsze będzie mniejsze ryzyko napadów ;) (przynajmniej u mnie tak jest :) )

    OdpowiedzUsuń
  5. Szło Ci naprawdę dobrze i gdyby nie zdarzyło się żadne potknięcie - wykazałabyś się czymś, co mi przynajmniej, wydaje się praktycznie niemożliwe. Bardzo dobrze, że nie robisz sobie wyrzutów większych niż to konieczne. Zmotywuj się na kolejny dzień, nie pozwól sobie na wytrącenie się z równowagi! Bo naprawdę wykazywałaś się siłą i jesteś silna. To była chwilowa słabość. A skoro piszesz, że tak męczyło Cię już fizyczne wycieńczenie, może to i dobrze, że troszkę odżyłaś? Ten bilans przy bieganiu nie powinien spowodować, że utyjesz, a w sumie znajdują się w nim zdrowe rzeczy. Trzymaj się, Vac. Wierzę, że dasz radę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz rację, trzeba się podnieść i iść dalej
    Nie poddawaj się =]

    OdpowiedzUsuń
  7. Najważniejsze, że nie masz wyrzutów sumienia. Przecież znaczenie ma to jak Ty sama się czujesz. Zresztą moim zdaniem nie masz sobie nic do zarzucenia, zważywszy na to ile ćwiczysz. Jest dobrze. (: Ja zawsze tak mam, że jeśli coś zjem... wtedy idę spać, a Ty nadal się nie poddajesz i ćwiczysz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ważne, że się nie załamujesz i idziesz dalej. Wiele osób po porażce się poddają i są tacy bez energii ;). Bilans nie jest makabryczny, bardzo dobrze, że nie jesteś na siebie mega wkurzona czy coś takiego. Trzymaj się chudo <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie patrz wstecz :) Uwierz w siebie, powiedz sobie że dasz radę :) Wierzę w ciebie. Bardzo dobrze ze cwiczysz, duzo spalasz kalorii dzięki temu :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń