Siedzę w swoim pokoju w domu
rodzinnym. W dachówki uderza deszcz odbijając dźwięk. Czas na spokój i
przemyślenia. Jedzenie dziś mnie nie interesowało. Brałam wszystkiego małe
kawałki. Nie wiem jak wyszło. Dużo piłam i nie umieram z bólu, co oznacza, że
dałam sobie radę. Rodzice mimo tego, że wyprowadziłam się trzy tata temu nic
nie zrobili z moim małym pokojem na poddaszu, w kufrze nadal miejsce zajmują
pierwsze szpilki, które wydawały mi się niebotycznie wysokie i kwadratowa
torebka „taka jak dla dorosłych”, którą mama kupiła mi w piątej klasie przy
okazji rozpoczęcia roku szkolnego. Na
półkach szkolne lektury, w większości nagrody, przypominające, że kiedyś
należałam do „mądrych”. Dzisiejszy dzień skłonił mnie do myśli o przemijaniu,
którego nie zauważamy. Uświadomił mi, że moje życie poszło do przodu, że czy
chciałam czy nie pewne rzeczy się pozmieniały. Nadal uważam się za dziecko, ale
jednak siedzenie tutaj uświadamia mi, że dawniej było zupełnie inaczej. W tym
pomieszczeniu, wymalowanym na dwa ostre kolory czas się zatrzymał, w ramce
nadal mam pierwsze wspólne zdjęcie z Idealnym wydrukowane na drukarce, On nic
się nie zmienił. Jej, miałam wtedy 15 lat, on był 8 lat starszy, ale podobnie
jak dziś poszłabym za nim w ogień. Może dziś nawet bardziej bym była za nim niż
wtedy. W końcu siedem lat temu to było zauroczenie, szalone, nieprzewidywalne,
ciągnące, ale jednak zauroczenie, a nie miłość i przyjaźń, czyli to co łączy
nas teraz. Siedem lat temu byłam małą niedojrzałą dziewczynką, siedem lat temu
to pomieszczenie tak bardzo naładowane teraz wspomnieniami było w stanie
uchronić mnie przed wszystkim. Siedem lat temu nie przejmowałam się figurą, ani
jedzeniem. To dziwne. Nawet wtedy nie miałam świadomości, że każdy przedmiot
upchany w zasięgu tych niecałych siedmiu metrów kwadratowych ma jakieś
niesamowite znaczenie, bo to jest z gór, a to z Naszych pierwszych wakacji, w
świeczniku nadal powkładane są liściki, które wymieniałam z koleżanką w
gimnazjum, a w ramce mam zdjęcie z przyjaciółkami z moich jedenastych urodzin.
W moim życiu jedyną winną za
wszystko co złe jestem ja. Od zawsze słyszałam, że każdy by się ze mną
zamienił. Byłam śmiała, zostałam wychowana bezstresowo, nie mam rodzeństwa,
mama jest moją przyjaciółką, z którą można o wszystkim pogadać, tata ciągle
żartuję i do dziś gramy razem w badmintona. Dostawałam wszystko co chciałam od zawsze.
Rodzice może nie byli najbogatszymi ludźmi pod słońcem, ale kiedy miałam jakieś
marzenie zawsze je spełniali. Wspierali mnie i nie narzucali swojej woli.
Otaczali mnie fajni ludzie. Mam przyjaciółkę, którą znam od kiedy tylko mam
świadomość, kiwałyśmy sobie przez okna jak jeszcze ona nie chodziła. Potem w
szkole podstawowej i gimnazjum otaczałam się dziewczynami, które szły za mną
jak w ogień, które nie powiedziały „za stary” czy „wykorzysta Cię”, kiedy
przedstawiłam im Idealnego. Do dziś
siebie nie rozumiem, jakim cudem pozwoliłam, aby Nasz kontakt się urwał. Dziś
widziałam jedną w kościele. Powiedziałyśmy sobie cześć, poznałam ją już kiedy
weszła, mimo że zmieniła kolor włosów, fryzurę i była odwrócona tyłem. Serce
zabiło. Nie miałam odwagi podejść. Głupie, prawda? W gimnazjum byłam
przebojowa. Wszyscy mnie znali, udzielałam się. Jak dziś patrzę na taki obraz
siebie to jest mi wstyd, że to wszystko zmarnowałam. Wolałabym taka wyrosnąć, a
nie zamknąć się w sobie i pielęgnować fanaberię. Oprócz ludzi spotkałam
Idealnego. Prezent od losu. W dobie, gdzie męskość zanika poszukałam osoby
odpowiedzialnej, zaradnej, inteligentnej, takiej, która troszczy się o mnie. No
i oczywiście jest przystojny: wysoki, czarnowłosy z wielkimi, czarnymi oczami i
niskim tonem głosu. Który inny facet oddałby mi swój samochód samemu jeżdżąc do
pracy rowerem? Który inny facet
wytrzymałby ze mną pod jednym dachem? Który inny myłby naczynia w ramach
podziału obowiązków w domu? Kto inny broniłby mnie w każdej sytuacji, nawet
kiedy jestem ewidentnie winna? Kto inny nie wkurzyłby się po tym jak
rozładowałam akumulator zimą, bo zapomniałam wyłączyć świateł w samochodzie i
zamiast poradzić sobie sama, poprosić kogoś o kable czy coś to Idealny jechał
dwadzieścia kilometrów pożyczonym samochodem i zamiast się wkurzać to martwił
się o mnie? Kto inny nie wspomniałby przez ten cały czas mieszkania razem, że
ma dochód sześciokrotnie większy niż ja, a mimo to nie dzielimy wydatków na
moje-Twoje? Idealny ma swoje małe wady, jest człowiekiem, ale naprawdę mało można
mu zarzucić. Wyobrażacie sobie, że w takim stanie rzeczy ja miewam miesięczne
stany depresyjne? Wstyd mi i słusznie, powinnam się wstydzić. To zupełnie nielogiczne i głupie, to jak często czuję się
beznadziejna i to nie tylko w kwestii odchudzania, żeby nie powiedzieć, że to
jest na ostatnim miejscu. Siedząc tu chciałabym umieć się zdystansować,
chciałabym umieć odpowiedzieć sobie na pytanie czego ja chce, a nie jak
widzieliby moje życie inni. Nawet moi bliscy. Kiedy masz wszystko to zawsze tak
jest, że chcesz jeszcze więcej. Musiałam to napisać, nawet jeżeli nie
wyciągnęłam odpowiednich wniosków, a może chciałam się pochwalić? Jeżeli to mną
kierowało to powinnam się wstydzić. Z drugiej strony chce otworzyć tą notkę za każdym razem kiedy przyjdzie mi do głowy szukać problemów tam gdzie ich niema.

Dużo daje do myślenia Twoja notka. Zazdroszczę chłopaka.. czasami brakuje mi kogoś tak bliskiego.
OdpowiedzUsuńNie wymagaj od siebie zbyt wiele, zacznij lubić i kochać siebie. Uwierz w siebie, spróbuj chociaż a może te stany depresyjne miną.
Trzymam kciuki :*
Jesteś silna i wspaniała, pamiętaj!
to co tu napisałaś mówi o tym jakie Twoje życie jest piękne. tak bardzo Ci zazdroszczę tego wszystkiego. Kochających rodziców, cudownego mężczyzny.
OdpowiedzUsuńAle czy na pewno jesteś szczęśliwa?
Piekna notka, trochę widzę w niej siebie ;)
OdpowiedzUsuńPróbuj odnaleźć szczęście pomimo wszystkim :) nie przejmuj się co pomyślą inni:)
Ta dziewczyna z gimnazjum wciąż jest w Tobie, musisz ją tylko odnaleźć :)
Zdałam sobie sprawę, czytając Twoją notkę, że ja mam... zbyt dużą świadomość przemijania. Stąd tak potężne poczucie bezsensu. Nie umiem się jakkolwiek odnieść jednak do Twoich słów, hmm... Życzę Ci, żebyś umiała wszystko, co opisałaś, doceniać. To wszystko jest naprawdę piękne i warte pielęgnowania. I Twój Idealny, tak, musi być wyjątkowy. Dbaj o siebie i dbaj o Niego.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się. I dziękuję za słowa pozostawione przez Ciebie u mnie. <3
miałaś wszystko, masz wszystko, masz przyszłego męża, mamę z którą możesz sobie pożartować.. potem zrobisz sobie dzidziusia i bedzies zmiala wlasna rodzine i bedziesz mogla dzidziusia wspierac i uczyc go jak to jest byc kochanym itp itd ;) fajnie miec takie miejsce bezpieczne.. :*
OdpowiedzUsuńBardzo życiowa notka, zrobiła na mnie wrażenie :)
OdpowiedzUsuńTrzymaj sie chudo <3