Bilans:
dwa jogurty bez cukru,bez tłuszcze 240kcal
płatki kukurydziane (3łyżki) 56kcal
mleko do kawy 105kcal
Razem: 400kcal
Mój jogurtowy dzień skończył się dobrze. Obawiałam się, że mama albo tata będą mnie naciskać na jedzenie. Nic z tych rzeczy, tata miał swoje sprawy, a mama zajęta była nauką do tego stopnia, że zapewne nawet nie zauważyła, że nic nie zjadłam. Co więcej nic mi nie proponowała. Z założenia mówiła o dniu dzisiejszym - klopsiki z ryby czy pierś z kurczaka w galarecie. Do połowy dnia wkurzał mnie dzień jogurtowy, byłam wściekła, rozżalona i ogólnie rzecz biorąc nic mi nie pasowało, ale potem poszło z górki. Może to dlatego, że zazwyczaj jem bułki ziarniste jako śniadania i drugie śniadania i w tej porze brakowało mi tych węglowodanów, a potem zapijałam wszystko kawą z mlekiem, od osiemnastej do godziny dwudziestej drugiej wypiłam aż cztery szklanki. Jedzenie mnie nie kusiło. Miałam je gdzieś. Pomyślałam sobie, że zrobię sobie też białkowy wtorek i środę, szczególnie, że mama ma mi dać te klopsiki z ryby, które mają bardzo mało kcal. Chodziłoby w tym o to, aby maksymalnie wyeliminować cukier z bułek czy innych produktów codziennie obecnych w mojej diecie. Dziś jedzenie normalne, dieta do tysiąc kcal, z pieczywem, na obiad pierś z kurczaka, na śniadanie bułka. Tata jest w domu, ostatnio powiedział mi, że mnie zmierzył wzrokowo i nie mam się ważyć schudnąć więcej. Tata jest mi bardzo bliski, nie chce, aby musiał się martwić,są pewne szczególne względy dla których nie chce tego robić, ale też w miejscu bądź co bądź publicznym nie będę o tym pisała. Postaram się nie jeść kolacji, ale zobaczymy jak to wyjdzie w praniu. Weekendy u rodziców są trudniejsze, bo to kawa tutaj, a kawa tam... Ktoś z czymś naciska. Część z Was musi się z tym borykać każdego dnia. Ja nie. Nikt nie wtrąca mi się do jedzenia. Idealny jest na mnie zły tylko jak już nie mam siły ciągnąć za sobą nóg, a tak mam wolną rękę. Rzadko się głodzę, bo w gruncie rzeczy napawa mnie to ostatecznym strachem. Jak wczoraj zjadłam naprawdę mało i to w większości kcal w płynach to efekt pojawił się niemal natychmiast.
Rano nie mogłam się doczekać wejścia na wagę. Słusznie :) Co dziwne nie czuję się wcale słabo, czego się spodziewałam. Wręcz przeciwnie, pospałam dłużej, a potem funkcjonowałam normalnie. Waga mnie zadowoliła, osiemset gram mniej niż wczoraj, tak jak przed Świętami, co pozwala mi wierzyć, że organizm się oczyścił. Gdyby do końca miesiąca udało mi się zejść poniżej 54 kilogramów to byłabym bardzo zadowolona, ale na dzień dzisiejszy po prostu nie chce tego planować, ani o tym myśleć.
Czuję się szczęśliwa. Jeżeli w życiu nie mogę nic osiągnąć to może chociaż schudnę. Chociaż chyba nie powinnam się martwić skoro jestem w czepku urodzona.
Robiłam sobie zdjęcia. Zdjęcia oszukują, ale i tak nie miałam odwagi ich wstawić.
Trzymajcie się chudo. Mam nadzieję, że świetnie Wam idzie i przepraszam za chaotyczność. Powinnam przeszlifować swoją umiejętność wyrażania myśli. Ostatnio trafiam na sporo blogów, których wcześniej nie znałam. Czasem czuję się jak intruz - ja i moje nie do końca prawdziwe, bo wymyślone i naciągane przez mój mózg problemy.
Rano nie mogłam się doczekać wejścia na wagę. Słusznie :) Co dziwne nie czuję się wcale słabo, czego się spodziewałam. Wręcz przeciwnie, pospałam dłużej, a potem funkcjonowałam normalnie. Waga mnie zadowoliła, osiemset gram mniej niż wczoraj, tak jak przed Świętami, co pozwala mi wierzyć, że organizm się oczyścił. Gdyby do końca miesiąca udało mi się zejść poniżej 54 kilogramów to byłabym bardzo zadowolona, ale na dzień dzisiejszy po prostu nie chce tego planować, ani o tym myśleć.
Czuję się szczęśliwa. Jeżeli w życiu nie mogę nic osiągnąć to może chociaż schudnę. Chociaż chyba nie powinnam się martwić skoro jestem w czepku urodzona.
Robiłam sobie zdjęcia. Zdjęcia oszukują, ale i tak nie miałam odwagi ich wstawić.
Trzymajcie się chudo. Mam nadzieję, że świetnie Wam idzie i przepraszam za chaotyczność. Powinnam przeszlifować swoją umiejętność wyrażania myśli. Ostatnio trafiam na sporo blogów, których wcześniej nie znałam. Czasem czuję się jak intruz - ja i moje nie do końca prawdziwe, bo wymyślone i naciągane przez mój mózg problemy.

Na pewno zejdziesz poniżej 54 kg do końca kwietnia. Nie ma innej możliwości, jeśli będziesz jadła poniżej 1000 kalorii. Gratuluję zwycięskiego dnia oczyszczenia i trzymam kciuki za dalsze Twoje sukcesy. I wiesz? Czy naprawdę nic w życiu nie możesz osiągnąć? Ja sądzę, że możesz. Dużo więcej niż schudnięcie. Trzymaj się chudziutko. Ściskam.
OdpowiedzUsuńgratuluję wytrwałości :) 54 kg to ja bym chciała mieć :*
OdpowiedzUsuńpozdrawiam.
chyba warto było się przemęczyć.. 0,8kg w dzień to dużo, ale za to teraz jaka radocha ;)
OdpowiedzUsuńmam teraz to samo.. jednak w domu to zupełnie inna sytuacja.. ktoś zrobi obiad, proponuje coś do jedzenia, a same możemy wszystko kontrolować i nikt na nas nie napiera.
a masz jeszcze stare zdjęcia, żeby zrobić porównanie?
trzymaj się ;*
Całe szczęście do mojego jedzenia też nikt się nie wtrąca.
OdpowiedzUsuńBardzo ładny bilans :) waga też super, jak ja bym chciała już tyle ważyć...
Trzymaj się lekko :*
Gratuluje wagi ! Też na szczęście się wyprowadziłam, jem co chce i nitk nie zagląda ;)
OdpowiedzUsuńPS. tak, studiuje informatykę a ślubu zazdroszczę ;))
BUZIAKI :*
Ojej no to pięknie ci waga spada :) Powodzenia, tak trzymaj!
OdpowiedzUsuńJestem z cb dumna! Super, że schudłaś i śliczny bilans : ***
OdpowiedzUsuńLubię cię czytać. Piszesz ciekawie, nie użalasz się, nie ma "przepraszam ;((((" w co drugiej notce.
OdpowiedzUsuńGratuluję spadku wagi :)
Bardzo miło czyta mi się twoje posty. Dobry bilans. Trzymam kciuki, oby tak dalej :*
OdpowiedzUsuńŚwietny bilans! Trzymam za Ciebie kciuki kruszynko! ;*
OdpowiedzUsuńDzień jogurtowy? O mój Boże Ja bym nie wytrzymała - wolałabym już głodówkę! W każdym razie obyś tak dalej sobie świetnie radziła :) jej, ale bym chciała, żeby Ci się udało :)
OdpowiedzUsuń