Bilans:
śniadanie (7.00): kajzerka wieloziarnista z almette (150)
II śniadanie (12.00): łyżka mięsa z galaretę - pierś z kurczaka gotowana (70), kajzerka wieloziarnista (130)
Obiad (16.00): zupa pomidorowa (65) z makaronem ciemnym 50g (165)
Kolacja (19.00): jogobella light (90), dwa pieczywa chrupkie kukurydziane (46)
mleko do kawy: (76)
Razem: 830kcal
Napoje: 2x kawa, 2x herbatazielona 0,5litra, 2x duży kubek wody z cytryną
Razem: 2,2litra
Sport:
bieganie 7km - 41minut (408kcal)
aerobic 50minut (300kcal)
Miałam nie jeść kolacji. Ostatecznie podjęłam decyzję o jej zjedzeniu, nie wiem dlaczego. Może byłam zmęczona po tym aerobicu. Patrzę codziennie na bilanse większości z Was i są małe, ale nie mogę popadać w paranoję. Nie mogę przestać jeść, bo już nigdy nie schudnie. Idzie mi bardzo dobrze, trzymam się moich postanowień, nie robię odstępstw, uprawiam sport na ile to możliwe. Wiem, że jem mało, bo czasem czuję, że ledwo wlekę nogi, wczoraj przy bieganiu też tak było. Jedząc mało biegnę wolno. Niestety. Wizualnie chyba schudłam trochę. Tak mi się wydaję. Idealny powiedział, że schudłam na twarzy. Mi się wydaję, że spadły trochę nogi, ale niezbyt dużo. Wczoraj znów jadł chipsy, a ja znów dałam radę to olać. Nie ciągnęło mnie. Był zdziwiony do potęgi, nie mniej niż ja. Robię mu jedzenie, a mnie to zupełnie nie obchodzi.
Radziłyście mi, aby odstawić wagę, ale powiem szczerze, że nie umiem. Od dwóch lat codziennie wchodzę na wagę. To mnie motywuję, myśl, że kolejnego dnia na nią wejdę. Zawsze jak odstawiam wagę tyję. Zawsze. Dlatego nawet jak nie będę chudła to będę na nią wchodziła. Gdybym schowała wagę i weszła na nią pod koniec tygodnia, a tam nic by nie drgnęło? Chciałabym przyśpieszyć moją przemianę materii, zaczęłam pić wodę z cytryną.
Kupiłam karnet na aerobic na cały miesiąc. Będę chodziła dwa razy w tygodniu: w poniedziałki i środy. Koszt na cały miesiąc to 50złotych. Patrząc na to ile kosztuję w mieście to dość atrakcyjna cena, wychodzi 5,50 za raz. Ogólnie za jedne zajęcia płaci się niby 6 złotych, ale zawsze trzeba mieć odliczone i wgl. Tak jest wygodnie. Idę, ćwiczę, wracam. Szczęśliwie to tylko jakieś 150 metrów ode mnie, więc niedaleko i mogę chodzić pieszo. W tym tygodniu już nie będę biegała, bo pasuję mi tylko dziś, a po tym jak wczoraj wyczerpałam organizm to nie powinnam tego robić. W weekend postaram się wyciągnąć Idealnego na jakąś wędrówkę po lesie, o ile nie będzie padało. W planach też mam odmówienie alkoholu. Chyba, że znajdę jakiś mało kaloryczny. Lubię alkohol, ale czas mnie za bardzo nagli, aby go pić.
Wydawało mi się, że psychicznie jest mi lepiej tymczasem zdanie "po co poszłaś na te studia, skoro zupełnie Cię to nie interesuję?" doprowadziło, że wróciłam do domu i ryczałam przez godzinę. Idealny powiedział, że jeżeli zupełnie nie chce nic robić w tym kierunku to może powinnam iść na drugie studia tym razem zaoczne. Tyle, że chyba żaden kierunek mnie nie usatysfakcjonuję. Chciałam być kiedyś dietetykiem, nie poszłam, bo było mi wstyd 72kg dietetyk? Kto by chciał do takiego chodzić? Jeżeli nie umiem pomóc sobie, to jak mogę pomóc innym? Co prawda zmieniła się moja waga, ale myślenie już nie, więc nie chce tam iść. Chce znaleźć pracę, bez presji. Żałuję, że kiedyś nauka szła mi tak dobrze, że Idealny i rodzice przedstawiają mnie jako Eisensteina i potem jak skończę studia będą wyczekiwać, że znajdę ambitną pracę, a ja nie chce, aby moje życie kręciło się wokół pracy i pieniędzy. Idealny powiedział, że jeżeli to mi sprawi przyjemność to mogę nie pracować, co mnie rozwścieczyło jeszcze bardziej. Oczywiście, bo ile może znaczyć moja wypłata do wypłaty administratora bazy danych w korporacji? Z kobietami tak jest, co im nie powiesz i tak obrócą to przeciwko Tobie.
No, ale jak to wyrzuciłam z siebie to czuję się lepiej. Wpadnę do Was, a potem trochę się pouczę. Nawet na debilne studia trochę trzeba.

na kolacje po ćwiczeniach powinno zjadać się choć małą dawkę białka z warzywami, to regeneruje mięśnie i pomaga w trawieniu podczas snu :)
OdpowiedzUsuńtez mam psychoze w chodzeniem codziennie na wage, ale teraz jestem u chlopaka to nie ma wagi i nie ma tej psychozy i mysle ze jak wroce do domu to niby pierwsze co zrobie to nie swiadomie wejde na wage a chcialabym zrobic sobie przerwe...
powinno sie wazyc zadziej ale jestli chudniesz z dnia na dzien to lepsza motywacja wydaje mi sie wazyc sie codziennie :D
karnat na areobik super sprawa :)
studia studiami a rzeczywistosc jest taka ze pracy nie ma, albo trudno znalesc, ja po czasie mysle ze wogole nie trzeba bylo isc na studia zmarnowane lata, mozna bylo znalesc jakas prace skonczyc jakis kurs i dzis byc milionerem haha :P
zeby skonczone studia dawaly prace to by bylo cos, a teraz? szukaja do pracy albo studentow bo niby taniej mniej im placa, albo szukaja ze srednim wyksztalceniem jak to mowi młodzież żal :P
warto wyrzucac z siebie swoje troski na blogu, wkoncu blog to pamietnik do tego sluzy ;)
buziaczki :** powodzenia
Też czuję osłabienie jak mało jem, no ale w sumie to można się przyzwyczaić. Co do odstawienia wagi to rozumiem to codzienne wchodzenie, też tak mam często, chociaż na razie boję się na nią wejść. Ale jeśli u Ciebie wiąże się to z tyciem to lepiej z niej nie rezygnuj. Poza tym ciężko zerwać z tym uzależnieniem.. Współczuję problemów ze studiami, rozumiem to choć jeszcze nie studiuję. :c Wobec mnie też wszyscy mają wysokie wymagania i spodziewają się nie wiadomo czego. Taka presja jest okropna, a jeśli na dodatek samemu nie wie się co chce się robić w życiu to już w ogóle masakra. Dodaję Cię do obserwowanych i będę tu zaglądać. :) Trzymaj się.
OdpowiedzUsuńMyślę, że taki bilans nadal jest bardzo mały więc nie musisz się martwić, mniejszy mógłby zepsuć metabolizm. Co do uczelni, jeśli naprawdę nie musisz się martwić o zarobki bo Twój mężczyzna sporo zarabia, możesz pomyśleć o jakimś kierunku, który naprawdę sprawiałby Ci przyjemność i nie przejmować się, że może nie być po tym pracy. Choć nie uważam, żeby po dietetyce nie było. Mam nadzieje, że wiesz o co mi chodzi ;)
OdpowiedzUsuńTeż mam podobny problem jeśli chodzi o studia. Przez jakieś 1,5 roku byłam pewna że to jest to, co chcę robić, potem naszły mnie wątpliwości, nie wiem czy będę miała po tym pracę w Polsce, nie wiem czy odnalazłabym się z granicą. Take przemyślenia związane z życiem są ważne, w końcu chcemy w przyszłości robić coś co sprawi nam przyjemność, po to żeby się nie męczyć, nie utkwić całe życie w czymś, co będzie dla nas nie do zniesienia. Widzę że dużo ćwiczysz, ruch to podstawa, potrzebujesz więcej energii, więc tak bardzo nie możesz ograniczać jedzenia, bilans jest bardzo fajny :) Pozdrawiam ;*
OdpowiedzUsuńSzkoda, że tak musisz męczyć się na studiach, jeśli w ogóle Cię to nie interesuje. Może rzeczywiście powinnaś coś zmienić? Obyś tylko potem w życiu się nie męczyła. Pomyśl o samej sobie i o tym, co by Cię satysfakcjonowało. Musisz to tylko na spokojnie przemyśleć.
OdpowiedzUsuńBilans jest dobry. Do tego sport. Nie masz nic sobie do zarzucenia.
Trzymaj się! :)
już od wcześniejszego postu takiej mi narobiłaś mi ochoty na almette :D
OdpowiedzUsuńi tak mało jesz.. jedz tak, żebyś Ty się z tym bilansem dobrze czuła, jednocześnie pamiętając o takich niewidzialnych granicach, by nie było ani za mało, ani za dużo.
to się dopiero nazywa uzależnienie od ważenia ;) a tak z ciekawości.. ile Ci podskakuje waga podczas okresu, każdy pewnie ma inaczej, ale orientacyjnie. ja za bardzo boję się zobaczyć taki liczby, więc nawet nie wiem..
trzymaj się ;*
Może faktycznie powinnaś zmienić kierunek studiów? Szkoda żebyś się męczyła :)
OdpowiedzUsuńCo do wagi - miałam odwrotnie. Bałam się wejść na wagę. W końcu mama zabrala mnie do dietetyka i okazała się że schudłam 10 kg. Ale to bylo dawno :)
Teraz ważę się kilka razy w tygodniu.
Zazdroszczę ci kondycji! Ja daje rady 2 km przebiec i padam.. a ty jeszcze aerobik! Jestem pełna podziwu!
Oby tak dalej :) pozdrawiam :*