(-2,3kg w tym tygodniu)
Bilans:
Ilość płynów: 1l herbaty + 0,75l kawy rozpuszczalnej z mlekiem,
śniadanie (5.00): bułka wieloziarnista 70g z margaryną 170kcal
II śniadanie (11.20): bułka grahamka z margaryną i pomidorem 180kcal
Obiad (17.30): makaron pełnoziarnisty 60g z sosem pomidorowym 200ml 310kcal
Mleko 0,5% do kawy: 74kcal
Razem: 724kcal
Dziś rano mój organizm pierwszy raz dał znać, że ma na mnie małego focha i mam nie igrać. Przed śniadaniem było mi trochę słabo, ale to nic poważnego. Cztery dni diety. Bez słonych przekąsek, bez słodyczy. Wiem, ze to w większości sukces Idealnego, bo po prostu nie kupował niczego, co mogłoby mnie skusić, chyba tylko po to, aby poprawić mi humor. Z drugiej strony potrafię powiedzieć, że nie mogę mu przypisywać całej zasługi. Muszę uczyć się, że są dobre rzeczy, które dzieją się dzięki mnie, a to przychodzi mi z wielkim trudem. Dla własnego dobra chce przypomnieć sobie, że walczyłam. Szczególnie w poniedziałek, kiedy chciało mi się bardzo jeść wieczorem, szczególnie w środę kiedy Idealny kupił dla mnie piwo, szczególnie wczoraj na zakupach, kiedy brał dla siebie batona i w piekarni z dziewczynami, kiedy kupowały sobie drożdżówki, a potem kiedy byłyśmy razem w sklepie. Tym bardziej kiedy miałam przy sobie portfel i pieniądze. Kiedyś zostawiałam go w domu, nie dając sobie możliwości na odchylenia, ale kilka razy najadłam się wstydu z tego powodu. Jeszcze tydzień temu nie potrafiłam się opanować przed zjedzeniem wszystkich ciemnych bułek zaraz po przywiezieniu ich ze sklepu. Motywacja? Oby! Chce sobie przypomnieć, że po każdym obiedzie mam ochotę przez godzinę rzucić się na jedzenie, ale to opanowuję. Potem mi przechodzi i jest dobrze, choć nadal zamykam się w swoim świecie. On natomiast jest zdystansowany. Mam wrażenie, że trochę się mnie boi, nie wie co może spowodować, że wybuchnę, więc woli pozostać na bezpiecznym gruncie. Nie czepia się niczego. Ewentualnie wypchnie ubrania z łazienki, jeżeli tam je zostawię. Myję naczynia, sprząta i nie komentuję tego w żaden sposób. Rozmawiamy normalnie i swobodnie, o pierdołach, o wszystkim i o niczym. Nic nie planujemy, pytałam o Wielkanoc, to stwierdził, że jeszcze nawet o tym nie myślał i koniec tematu. Pewnie dlatego, że przy ostatniej kłótni zarzuciłam mu, że wszystko musi sobie zaplanować długo na przód i ja nie mam prawa do swoich decyzji. Oczywiście powiedziałam to na wyrost. Normalnie lubię ten wyraźny pierwiastek męskości w Idealnym i jeżeli na czymś mi zależy to ostatecznie zawsze mi ustąpi. Nie pyta nawet o kolację, jakby to miało sprawić, że się wścieknę, ale jestem tak miła i sama idę spytać się co chce do jedzenia. Nie idzie całe życie uciekać od żarcia. Trzeba umieć mu się oprzeć.
Na razie nie mam siły ćwiczyć. Muszę przyzwyczaić się do diety. Do mniejszej ilości jedzenia, ale to przynosi wymierny efekt. Efekt, z którego jestem zadowolona. Za to mogę się uczyć nie myśląc wciąż o jedzeniu, popijając herbatę z mojego wielkiego kubka w tulipany.
Na zdjęciach Guiliana. Lubię kobiety o nietypowej urodzie, które dzięki figurze i temu, że o siebie dbają oraz odpowiednio podkreślają indywidualność wyglądają zjawiskowo.


Też odkąd wróciłam i podaję szczegółowe bilanse to brakuję mi siebie w tym. Kiedyś więcej uczuć wylewałam tutaj. Co do wzrostu to mam całe 153cm! Więc 43 kg to nie jest mało tylko ok. :) A co do tych psychologicznych podpór. To ja za wszelką cenę próbuję zmotywować się, czy zachęcić do nauki do egzaminu, do pokonania lenistwa. Czasem to pomaga, lecz gdy mam załamanie, czy gorszy dzień, to wszystko wydaję mi się płytkie, a moje życie jest beznadziejne. Niestety trudno mi ostatnio cieszyć się małymi rzeczami, jakiś dziwny stan mnie złapał. Ale spróbuję, skoro mówisz, że mam się z czego cieszyć. A co do mieszkania to jest ok, ostatnio moje humory odbijają się na naszych relacjach, ale druga strona milczy i niczego się nie czepia. Muszę mu jakoś to wynagrodzić, gdy w końcu znajdę jakąś siłę, gdzieś w środku pod tłuszczem. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i dziękuję za komentarz, który szczerze bardzo poprawił mi humor! ;*
A na ćwiczenia przyjdzie czas. Twoje bilanse bez tego są zabójcze. ;)
UsuńWaga spada ładnie. To niesamowite, jak liczba na wadze może wpływać na każdą płaszczyznę życia... Hm, no tak, ale nie o tym. To, że ta liczba spada to oczywiście przede wszystkim Twoja zasługa i uważam, że powinnaś być z siebie dumna. Dumna i zmotywowana do dalszej pracy - przecież jesteś taka silna, nie zapominaj o tym, tylko umacniaj tę siłę. Ściskam, trzymaj się i mam nadzieję, że bilanse nadal będą takie jak powyższy. <3
OdpowiedzUsuń