3.

Waga: 57,4kg 
Szok, pomyśleć, że kiedy nie liczyłam kcal, a wydawało mi się, że mało zjadłam walczyłam z każdym gramem, a tymczasem po dwóch dniach picia odpowiedniej ilości i nie objadania się na noc -1,6kg. 57kg już nie widziałam jakiś czas.

Bilans:
2x bułka grahamka 50g 212kcal z masłem 75kcal (muszę kupić margarynę i to najlepiej jakąś mało kaloryczną)
2x jajko na twardo 186kcal
7x pieróg z kapustą i grzybami 334,25kcal (obiad, bezwzględnie muszę dbać o jedzenie obiadu!)
mleko 0,5% do kawy 38kcal
RAZEM: 845kcal


UWAGA BARDZO OSOBISTE
Dieto! Miałaś mi pomagać. Miałaś sprawić, że będę czuła się szczęśliwsza i tak mi się wydawało. Oszukałaś mnie! Już dawno przekonałam się o tym, że lepiej idzie mi z pisaniem niż z mówieniem. 
Wciąż lawiruje między myśleniem, że mam prawdziwy problem psychiczny i powinnam zwrócić się po pomoc, a wrażeniem, że wymyślam. To takie głupie! Ilekroć mam zdecydować się na powiedzenie Idealnemu pomóż mi, bo mam nasrane w garnku tchórze. Bo przecież nie jest tak źle, bo przecież są ludzie, którzy weszli w to wszystko dalej niż ja. Mam wrażenie, że chce być chuda tylko po to, aby zaczęli się martwić: Idealny i rodzice. Nigdy nie cieszyłam się z figury czy wyglądu, jak miałam 53kg to też był źle. Nie dzwoniłam do rodziców od dwuminutowej rozmowy w sobotę. Zupełnie nie wiem co mam im powiedzieć. Nie mam nic na swój temat do powiedzenia, a nie chce być narażona na pytania "co się stało? Nie jesteś w humorze?". 
Co do Idealnego w końcu nadszedł czas, kiedy nie umiał oddzielić moich problemów w głowie od problemów w naszym związku. Trudno mieć o to do niego pretensję. Kiedy pokłóciliśmy się o wszystko o pogardliwe miny, o mój ciągły smutek, o rozkazy i zakazy. Wczoraj się nie odzywaliśmy, choć próbował mnie udobruchać aż trzy razy, a  ja już zupełnie dostałam na głowę.  Położyłam się spać do innego pokoju. Gdyby miał inną kobietę to ona potrafiłaby docenić to co on robi. Jak postrzega rodzinę i jak pragnie, aby niczego nam nie brakowało. Ja za to wciąż widzę w sobie tą gorszą, tą która nic nie wnosi do tego związku, która nic od siebie nie daję, siedzę, pasożytuję i mam problem nawet z posprzątaniem. To ja sobie wkręcam niestworzone rzeczy, to ja kiedy daję mu obiad patrzę uważnie na jego minę czy czasem się nie skrzywi, a broń Boże kiedy to zrobi, kiedy zauważę choć cień grymasu. Od razu mam tysiąc pytań czy za słone, czy źle przyprawione, czy rozgotowane? Przecież musi być coś nie tak. To moja wina, że tak się nakręcam, że nie idzie powiedzieć mi choć słowa krytyki, bo od razu biorę to do siebie tak, jakby ktoś wymierzył mi kilka policzków i przetwarzam przez kilka dni. To moja wina, że za każdym razem, kiedy on mówi, że mam problem i się o mnie martwi reaguję agresywnie i nie chce tego słuchać, a kiedy mi przypomina, że mój tata chorował na depresję to mam ochotę go pobić! To moja wina, że nigdy nie mam ochoty iść z nim do łóżka, tylko jak się upiję i zapominam o tym jak wyglądam, kiedy nie blokują mnie te głupie myśli. Taka nie byłam jeszcze nigdy. To moja wina, że kiedy on proponuję żebyśmy poszli do kina, albo pojechali do miasta zrobić coś to nigdy nie chce. To moja wina, że kiedy przynosi mi kwiaty cieszę się nimi tylko przez chwilę. Zniszczę moją idealną miłość. Sama codziennie ją zabijam na własne życzenie, a nie umiem wziąć się w garść. Uciekam do samotności. Udaję, że się cały dni uczę w rzeczywistości gapiąc się jedynie w kartkę. Wczoraj byłam gotowa się spakować, nie pozwolił mi, tyle że nie wiem gdzie bym poszła. Żałowałabym tego, ale może choć on byłby szczęśliwy. Choć raz nie byłabym samolubna, ale nawet tak nie potrafię.
 I nawet nie mam siły, aby się pozbierać i coś zmienić. Choć może kiedy już to napiszę to będzie mi lepiej... 

4 komentarze:

  1. Nie daj sobą manipulować, ani dać się podporządkować !
    powodzenia <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana :( Nie wiem czy uwierzysz czy nie, ale jedyne co mogę Ci powiedzieć to to, że ja też kiedyś miałam takie problemy z moim partnerem. W zasadzie to były MOJE problemy, które niszczyły nasz związek. Wtedy byłam na skraju depresji, przez pryzmat czasu to widzę. Pamiętam, że ja miałam pewną rzecz która niszczyła mnie od środka. Może też jest coś konkretnego co sprawia, że zachowujesz się w ten sposób? Jeżeli tak staraj się od tego odgrodzić. Ja tak zrobiłam. Nikt nie jest, ani był w stanie zrozumieć mojej decyzji, ale ja zrobiłam to co podpowiadało mi serce i nie żałuję. Wiem, że nie dałabym rady z tym balastem na plecach. Coś musi cię, aż tak dołować. Staraj się to jakoś pokonać. I najważniejsze - pielęgnuj miłość. Gdy proponuje Ci kino, czy wypad na miasto idź, rozerwij się. Może jacyś znajomi? A może seks bez alkoholu? To też pewnie stwarza problemy, u mnie tak było. Brak humoru = brak zbliżenia. Jego irytacja, potem moja, bo przecież mnie nie rozumie... No, ale problemu żadnego nie miałam przecież. :)
    Gdybyś tylko chciała, możesz napisać. Gdybyś miała ochotę z kimś z zewnątrz porozmawiać, kto nie będzie Cię oceniał, bo sam przeżył podobne bolączki i wie co to za beznadziejny stan.
    I nie obwiniaj się o wszystko, w niczym to w tej sytuacji nie pomoże.
    A co do szpilek to jestem pod wrażeniem, że naprawdę chodzisz na co dzień w nich. Ja, mimo mojego wzrostu nie daję rady. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że potrzebujesz się zdystansować. Powiedz mu o wszystkim, co napisałaś tutaj, bo jeśli to idealna miłość, to jest tego warta. Trzymaj się! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Proszę, nie pozwól tego zniszczyć. Tak wiele osób oddałoby wszystko za odrobinę miłości...

    OdpowiedzUsuń