Skończyło się, puściło i nagle zrobiło się lepiej. Nie stałam się od razu najbardziej pozytywną osobą na świecie, ale jakoś jest lepiej. Trzymało mnie półtora tygodnia i bardzo rosło na silę z dnia na dzień. Przez to nie ucieszyłam się na spotkanie z przyjaciółką, którą znam od kiedy jeszcze nosiłyśmy pampersy, a nie spotykamy się często. W sobotę spotykałam się z bliską koleżanką z roku, robiłyśmy projekt, więc też mogłam udawać, że wszystko jest ok. Rodzice spanikowali, bo nie dzwoniłam, ani nie pokazywałam się na Skypie, więc w piątek mama telefonowała zaraz po zajęciach, dowiedziałam się, że trochę wydarzeń przegapiłam. W piątek też upiłam się tak, że rzygałam, a jak tylko alkohol doszedł do mojej głowy zaczęłam ryczeć. Myślałam, że jeżeli się upiję to powiem co mi leży na sercu i będzie reset, w rezultacie ryczałam, siedziałam i nic nie mówiłam, straciłam poczucie czasu, a na rano miałam sklejone oczy. W sobotę pokłóciłam się z Idealnym. Padło dużo przykrych słów. Chyba miał mnie dosyć, bo były to głownie jego słowa, choć ja też nie pozostałam dłużna.
Denerwowało mnie przebywanie z nim, on uwielbia oglądanie telewizji, dla mnie to zbyt małe zajęcie, tym bardziej, że w tym względzie mamy inne gusta. Po tym jak tysiąc razy powiedział mi, że jestem chora na depresję, bo mam taki wyraz twarzy i puste oczy w końcu wyrzucił "gdybyś jeszcze naprawdę miała jakiś problem" to zabolało i obwinianie genów również. Potem jednak stało się coś co uderzyło mnie dwieście razy bardziej. Oddał mi prezent urodzinowy - coś na co poświęciłam w sumie z 30 godzin pracy i coś, co było maksymalnym wyrazem mojej miłości. Oddał mi. Wepchnęłam to do biurka i poszłam spać. Rano mnie przytulał, prezent był przyniesiony do pokoju, ale dla mnie i tak mi go oddał i nie zapomnę mu tego, tak jakbym oddała mu pierścionek zaręczynowy. Dałam jednak chyba choć trochę za wygraną, w niedzielę pojechaliśmy do miasta na zakupy, połaziliśmy trochę, kupiliśmy filmy i udało mi się stłamszać ogólną zazdrość i myśli, że być może z tą kobietą, która na niego patrzy miałby lepiej, że być może ona nie byłaby syfiarą, ogarniałaby pranie, umiałaby dobrze ugotować i z zapałem siedziała razem z nim przed telewizorem. Jestem jedynym niedoskonałym elementem jego życia, może to do kontrastu? Ktoś taki jak ja z przystojnym facetem o czarnych dużych oczach z rozwijającą się karierą zawodową, mieszkaniem, samochodem, którym jeżdżę codziennie, do tego inteligentny i chętny do pomocy innym. Zdarzało mi się już przez to pewne rzeczy usłyszeć, ale o dziwo właściwie mnie nie zabolały - nie zabolały, bo wiedziałam, że są kłamliwe, że nie myślę o nim w kategorii wygodnego życia. Jestem rozpieszczoną przez rodziców jedynaczką, nie musiałam tego szukać. Dlatego nigdy nie wpadłam w anoreksję i nie będę chora na depresję - jestem zbyt samolubna, aby sobie to zrobić.
Może nie czuję się o wiele lepiej, ale wyznacznikiem polepszenia jest zawsze to, że potrafię iść z nim do łóżka. W czasie mojego doła nie ma takiej opcji, abym zdjęła jakąś część garderoby, bo się nienawidzę i nie chodzi tu o ciało. Nienawidzę siebie w ogólności. Zawsze twierdzę, że gdybym była mądra to nie miałabym pretensji o wygląd, a gdybym była ładna to jakoś radziłabym sobie z tym umysłem co mam. Wiem, że nigdy nie sprawdzę się w moim przyszłym zawodzie, że chciałam być dietetykiem, ale się tego bałam i wszyscy mówili, że jestem taka mądra, więc wybrałam coś co ma brzmieć ambitniej i w założeniu ma dawać lepszą pracę. Kicha.
Przepraszam za tak długi tekst :)


To, że jest piękny nic nie znaczy, wiesz co ja po przeczytaniu książki "dlaczego mężczyźni kochają zołzy" mega zmieniłam nastawienie nie tylko co do fcetów ale i do siebie, zaczęłam siebie bardziej doceniać, moja pewność siebie wzrosła, nie raz wracam do tej książki, polecam ją Tobie :*
OdpowiedzUsuńmoze nie samolubna co po prostu silna emocjonalnie :)
OdpowiedzUsuńhttp://mysli-niezrozumiane.blogspot.com/
to jest Blog Olci ;)
Cieszę się, że u Ciebie jednak trochę lepiej. Myślę, że nie trzeba idealnie do siebie pasować, żeby kogoś kochać :) Trzymaj się!
OdpowiedzUsuńDziękuję za te miłe słowa w komentarzu. A co do proporcji... gdybyś mnie ujrzała to mogłabyś stwierdzić inaczej.
OdpowiedzUsuńDepresja i anoreksja to te choroby, podczas których osoby cierpiące skupiają się wyłącznie na sobie tak naprawdę.
Jaka jest właściwie Twoja sytuacja, jeśli wolno spytać?
Nie przepraszaj. Tekst jest wspaniały. Pamiętam jak mi kiedyś mój powiedział coś podobnego o depresji i tym, że nawet nie mam powodów. To było coś najgorszego co mógł powiedzieć w chwili gdy czułam, że mam tylko jego. Na szczęście to stare dzieję, a wam życzę szczęścia gołąbki. ;*
OdpowiedzUsuń