Oto ja. Znów. Jak niekończąca się opowieść. Trzeci rok ta sama taśma. Przewija się i wraca na początek. Coraz głośniej... 72 kg, 55 kg, 59 kg, 54 kg, 58 kg, 51 kg, 59 kg... Marzenie o małym rozmiarze 34 wciąż daleko z tyłu. Dlaczego nie potrafię?
Czołgam się w pozornie idealnym życiu i właściwie nie wiem co mi do końca nie pasuje. Mam wszystko... Mam szczęście, miłość, wsparcie, przyjaciół, niczego mi nie brakuje. Nikt by nawet nie pomyślał, że duszę się w sobie, że mam poczucie, że nic nie zrobiłam i do niczego się nie nadaję. Nikt by nie pomyślał, że w domu godzinami gapię się w okno bezproduktywnie marnując czas, że czekam aż dzień się skończy i pójdę spać. Idealnie udaję. Mam 59 kg i 165 cm. Ewidentnie jestem gruba. I nie radzę sobie z tym.
Powinnam już wyrosnąć z dzikiej satysfakcji na myśl, że głodowałam.
Powinnam wyrosnąć z poczucia szczęścia i dumy kiedy robię sobie krzywdę, ale gdybym nie była tchórzem to chyba naprawdę coś bym sobie zrobiła.
Wszystkiego się boję. Skoro jednak mam mieć ze sobą głupi problem to lepiej mieć problem będąc chudą, a nie będąc grubą.
Każda dieta jest coraz trudniejsza.... coraz mniejszy bilans, coraz gorsza walka, coraz wolniejszy spadek. Stany depresyjne, napady, gapienie się w okno, brak kontaktu ze światem... Co będzie dalej? Czy mam siłę walczyć o siebie?
Każda dieta jest coraz trudniejsza.... coraz mniejszy bilans, coraz gorsza walka, coraz wolniejszy spadek. Stany depresyjne, napady, gapienie się w okno, brak kontaktu ze światem... Co będzie dalej? Czy mam siłę walczyć o siebie?
Trzymajcie się chudo. Mam nadzieję, że na powrót złapię z Wami kontakt. Jak za dawnych, dobrych czasów. Jak trzy lata temu.
Szukam siebie... Szukam spełnienia.
Mam dość roli mistrzyni w użalaniu się nad sobą i szukaniu problemów,
całuję...
Szukam siebie... Szukam spełnienia.
Mam dość roli mistrzyni w użalaniu się nad sobą i szukaniu problemów,
całuję...
Kochana, to nie wygląda jak pozytywna walko o swoje ciało,a jak ciężki stan depresyjny. Może poszukaj gdzieś wsparcia? Waga spada powoli bo po tych liczbach widać,ze juz wymeczylas swoje ciało,i ma problem z szybka strata wagi. Weź się za siebie raz a porządnie,to też na pewno Ci pomoże,doda pewności siebie :)
OdpowiedzUsuńa może rozmiar 34 nie daje takiego szczęścia, przecież wazysz ile 53? wazylas 72, zobacz ile osiągnęłaś 20 kg lżejsza.. czy już jesteś piękna :) zdrowa, może warto pogodzić się z faktami :) że trzeba się cieszyc tym co się ma :) i zamiast z nudow jeść w samotności lepiej pojsc na kawke z kolezanką, na spacer, nawet pojsc z nią gdzieś do restauracji, ale zjesc cos z przyjemnoscią, zjeść cos zdrowego w dobrym towarzystwie :) i cieszyc się sobą,cieszyc sie swoimi sukcesami :) a jak sie trochę wyluzujesz to z czasem sama waga spadnie, bo przestaniesz podjadac itp ;)
OdpowiedzUsuńno ja tez jestem w blednym kole, ale juz nie zamykam sie sama w domu.. znalalzam sobie kolezanke co chce ze mna spacerowac po parku, co tylko jeden moj telefon i ona jak tlyko jest wolna, idzie :) czyli to juz jeden krok do tego by uwolnic sie od jedzenia :)
zycze ci powodzenia, malymi kroczkami odnajdziesz siebie :*
Kochana, nawet nie wiesz, jak dobrze Cię rozumiem. Kiedyś ważyłam znacznie mniej, kiedyś też znacznie więcej. Moja waga jest jak bumerang. Ale musimy walczyć. O zdrowie, szczupłość, samoakceptację. Trzymaj się ciepło, obserwuję!
OdpowiedzUsuńPowodzenia ;)
OdpowiedzUsuńKiedyś Ci się udało, więc teraz też musi!
OdpowiedzUsuńMasz przyjaciół i miłość.. oddanych Ci ludzi. Porozmawiaj z nimi. Na pewno Cię zrozumieją i wespra. Odnajdziesz z nimi sens. Teraz brzmisz jakbyś go nie miała... przykro mi, jeśli tak jest. A może potrzeba Ci rozmowy z osobą trzecia? Śmiało pisz jeśli masz chęć. Trzymaj się radośnie i ciepło:*
OdpowiedzUsuńNie jesteś jedyna. U mnie co prawda było to trochę na mniejszą skalę, ale właściwie to samo: 58, 56, 52, 49, 44, 43, 47, 44, 49, 53, 59, 60, 62, 60, 64, 69
OdpowiedzUsuńJak będziesz miała chwilę to zapraszam do mnie
skinny-beautiful-and-healthy.blogspot.com