Kiedyś nie miałam problemu z jedzeniem, z czerpaniem przyjemności z prostych rzeczy, kiedyś daleko było mi do osoby mającej problem z każdą zjadaną rzeczą... kiedyś... mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Moim rodzicom byłoby strasznie przykro, ale każdy dzień w domu jest dla mnie męką, nie czerpię z tego przyjemności. Puchnę. Migam się od posiłków, nie jadam słodyczy i zakazanych rzeczy, na obiad zjadłam na mieście sałatkę bez sosu, nie jadłam kolacji, jem ciemne pieczywo na śniadanie z polędwicą, kawę zalewam mlekiem 0,5%, nie podjadam, piję bardzo dużo i jakimś cudem tyję. Chce mi się płakać. W poniedziałek ubrałam kolejno wszystkie ciuchy i we wszystkich wyglądałam okropnie. Nie mam ochoty nic robić, chcialam siedzieć i ryczeć. W sklepie mama chciała poprawić mi humor zakupami, ale we wszystkich przymierzonych ciuchach wyglądałam jak beczka. Nie mam ochoty na zakupy, ani inne rozrywki, czuję się jak w pułapce. Każdego dnia muszę gdzieś być, gdzieś jechać, chce wrócić do zacisza mojego domu, gdzie Idealny nie nastawia mnie każdego dnia na stresy, nie patrzy na mnie dziwnie i nie podejrzewa, że mam ze sobą problem. Nie musi podejrzewać, wie, że mam problem, ale jakoś lżej żyje mi się z myślą, że wie o nim i go akceptuje. Mam wyrzuty sumienia, że psuję mamie urlop, ale nie czuję się komfortowo. Drugi raz nie wybrałabym się na tydzień wakacji do rodzinnego domu, bo to nie są wakacje. Wyobrażałam sobie, że będę cały dzień lenić się, czytać książkę w końskim ogonie na czubku głowy, bez makijażu i odsunę od siebie wszystkie problemy. Kiedyś w ten sposób to działało. Teraz po trzech latach od wyprowadzki ani trochę. Wczoraj na wadze widziałam już 54,9. Wyobrażacie sobie? Jeszcze w sobotę cieszyłam się z 52,2kg. Dziś rano z 53,8 nieco się uspokoiłam, ale to nieustanne pilnowanie jest ciężkie. Co więcej zupełnie nie wiem od czego tyję. Nie widzę błędów. Jestem na siebie wściekła. To głupie, ale cieszę się, że dziś już środa. Nawet jak chciałam się Wam pożalić to nieustannie wyłączano prąd. Wczoraj, dziś... Jest mi też strasznie przykro, że doprowadziłam się do takiego momentu. Momentu,w którym wściekam się od czterech dni o wagę. Boję się, że mama powie, że potrzebuję specjalisty, ale tak trudno udawać i wciąż zwalać, że to przez tabletki antykoncepcyjne mam takie humory.

kochana, starasz się i to jest najważniejsze. a waga może fiksować przez upały, organizm jest wygłupiony i pewnie zbiera wodę albo coś takiego. wszystko wkrótce wróci do normy! a tymczasem postaraj się jakoś wyluzować, w końcu masz wakacje i szkoda je marnować na stresy. trzymaj się, jesteśmy tutaj z tobą!
OdpowiedzUsuńKochana nie przejmuj sie, jest goraco, ta cala woda sie zbiera i wgl. Wszystko wroci do normy :) trzymaj sie <333
OdpowiedzUsuńMoże po prostu woda się zatrzymała w organizmie. Odpocznij spokojnie. Nie przejmuj się niczym.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się :*
Nie myśl tyle o tym, jesz mało i zdrowo, nie masz prawa tyć. To musi być woda, jakieś resztki jedzenia w jelitach itd. Jedząc zdrowo i trzymając się cały czas nie możemy tyć, sama pomyśl :) Lepiej odstaw wagę na wyjeździe i sprawdź wagę dopiero w domu - unikniesz stresu i nacieszysz się wakacjami. Trzymaj się :*
OdpowiedzUsuńno to może jesteś przed okresem? moze jakieś leki nowe bierzesz? może problem z tarczycą? może trzeba zrobić sobie jakieś badania okresowe? może jesteś w ciązy ? :D może za często się ważysz, i przeżywasz to wszystko, a trzeba się wyluzować?
OdpowiedzUsuńhttp://50-dni.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńJa mam czasami wrażenie, że takie spokojne dni z książką w ręku już nie wrócą, a już na pewno nie będą takie jak kiedyś. To dorosłość tak przygniata? Jeżeli jesz zdrowo i lekko to podtrzymuję zdanie dziewczyn, że przyczyną wzrostu wagi jest woda w organizmie, albo zbliżający się okres. To nierealne przytyć tyle w tak krótkim czasie:) Powodzenia!
OdpowiedzUsuńzgadzam się z pierwszym komentarzem;)
OdpowiedzUsuńnie ma co się obawiać chudzino! :)
Może to huśtawka metabolizmu, okres, hormony? Stosujesz tabletki antykoncepcyjne?
OdpowiedzUsuńZnajdziemy przyczynę, kotek i znowu zaczniesz chudnąć.
Może Twoja waga próbuję sie ustabilizować, może hormony, nie wiem, ale trzymam za Ciebie bardzo mocno kciuki.:* Nie przejmuj się, że niby wyglądasz grubo. Pomyśl sobie, tzn tak jest, są tak mega grubasy, które wgl się nie wstydzą, chodzą w krótkich spodenkach, legginsach, a my? My, osoby, które chcą być trochę szczuplejsze, bo mają lekko tłuszczyku się przejmują... To oni powinni mieć kompleksy, nie my. Mówię o tych co pomimo tego i tak jeszcze jedzą za 5. Powodzenia.:*
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze. Kontrast pomiędzy tym postem, a tymi które czytałam kiedyś bardzo mi się nie podoba. Hej! Żyj życiem! Podejdź do tego wszystkiego na spokojnie. Ściskam mocno.
OdpowiedzUsuńwww.thinspiracja.pun.pl
OdpowiedzUsuńForum dla osób odchudzających się, zmagających się z ED. Zapraszamy!
Pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Przy Twojej wadze zjedzenie czegokolwiek ponad program kończy się szybkim tyciem. Na tym etapie, po schudnięciu musisz wytrzymać co najmniej dwa lata na ścisłej diecie, żeby utrzymać efekt na dłużej. Bolesne realia. Nie poddawaj się, bo nie wejdziesz w ślubną kiecę... ;) blog30plus.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuń