52,2kg

tak jak obiecałam ogarnęłam dupę

poniedziałek 550kcal + aerobic
wtorek  760kcal + rolki 15,50km + 3km marszu

waga: 52,2kg

Jestem zawalona nauką. Uczę się od godziny siódmej rano, teraz zrobiłam sobie godzinną przerwę, więc będzie to post na szybko, abym zdążyła jeszcze zajrzeć do Was.

Pisałyście mi, że mam uważać, bo skoro zaczynam się sobie podobać to zaraz oleję dietę i wrócę do tego co było. Wydaję mi się, że się mylicie. Może się teraz wymądrzam albo przesadzam (być może też się na tych słowach przejadę), ale we wszystkim jestem tak niepewna siebie to może chociaż na ten temat coś wiem. Może wyjaśni to w jakiejś części moja historia. Dwa lata temu zaczęłam moją przygodę z odchudzaniem (dokładnie w połowie marca 2012 roku), wtedy nie miałam napadów, nie jadłam słodkiego, ćwiczyłam i w 3,5 miesiąca schudłam z 72kg do 55. To były wakacje, potem zaprzestałam diety, uprawiałam sport, miałam inne nawyki, pilnowałam wagi, ale nie liczyłam kcal i ją utrzymywałam. Kryzys przyszedł w marcu 2013roku, chwyciłam doła i chciałam schudnąć więcej. Naprawdę dopadały mnie stany depresyjne, siedziałam i gapiłam się w okno, moja waga nadal wynosiła 55kg. Zaczęłam chwilowo głodować (tylko 1,5 tygodnia, aby pokazać, że potrafię zachowywać się jak małe dziecko), więc waga spadła do 53, ale kiedy zaczęłam znów jeść podskoczyła znów do 55-56. W czerwcu 2013 roku zwariowałam na temat zdrowego trybu życia, bieganie, ładne posiłki z warzywami, ćwiczenia w domu, waga sama z siebie spadła znów do 53. Przestałam biegać i ćwiczyć we wrześniu, wraz z tym wróciłam do 55kg. Przytyłam nieco po Świętach Bożego Narodzenia i Sylwestrze, bo zupełnie przestałam się ruszać. Kiedy wieczorem po najedzeniu waga pokazała piękne 59, a gdzieś blisko czekała perspektywa przymiarki sukni zmotywowałam się i chudłam i chudnę dalej, aby wreszcie mieć 50kg. Przez dwa lata na ścisłej diecie byłam może 7-8 miesięcy? Oczywiście zmieniło się moje życie, kupowałam ciemne pieczywo, przestałam jeść to co mi średnio smakuję, ale zdarzało mi się kupić sobie na uczelni drożdżówkę, zjeść na noc chipsy czy chrupki, spróbować ciasta, zjeść ciastka czy domowy obiad z mięsem w panierce, dieta siedziała gdzieś z tyłu głowy cały czas, ale jednak nie skupiałam się na niej w jakimś wielkim stopniu.  Ogólnie w okresie letnim zazwyczaj ważyłam 54-55kg, a w zimowym 56-57. Sądzę więc, że to, że będę się sobie podobała nie sprawi, że rzucę się nagle na jedzenie i szczerze mówiąc byłabym bardzo szczęśliwa gdybym była 100% zadowolona ze swojego wyglądu.Może mam do tego zupełnie inne podejście niż Wy. Wcale nie chce, aby dieta była moim stylem życia, nie pasjonuję mnie siła płynąca z tego, że nie jem. Chce być po prostu szczupła, nie chce słyszeć znów od wszystkich, że jestem średniej budowy, że taki mój typ urody, że nie jestem drobna. Nie i koniec. 

Idealny kontroluję moje jedzenie i prawi mi komplementy "że wyglądam strasznie na twarzy, jestem biała i mam podkrążone oczy". Zabawne patrząc na to, że wcale się przecież nie głodzę. Mam nadzieję, że nie wywoła fanaberii u rodziców, bo po co mają się martwić skoro to niepotrzebne?  

14 komentarzy:

  1. Moim zdaniemmasz dobre podejście nawet bardzo dobre. Każdy ma swoje cele, pragnienia, marzenia. Dobrze, że Jedzenie nie zawładnęło Twoim życiem, bo to nie jest dobre dla psychiki.

    Trzymaj się lekko, życzę Ci tego 50 kg z całego serca ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie podejście do diety mi się podoba! Dieta to nie jest.całe nasze życie :). Mam szczerą nadzieję, że szybko dopiniesz 50 kg!

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz racje. Fajnie by było stanąć przed lustrem i z czystym sumieniem powiedzieć jestem ładna, lub jestem szczupła . Co więcej stać się motywacją dla samej siebie i prowadzić zdrowy tryb życia. Zyczę ci tego z całego serca !

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna historia i zarazem wzruszająca ;) dałaś z siebie wszystko i to jest najważniejsze.
    Marzenia się spełniają, tylko trzeba o nie walczyć <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoje podejście do diety jest perfekcyjne - bo jak opisałaś nie jest ona "stylem życia", żyjesz normalnie, szczęśliwie i potrafisz kontrolować to co jesz, zdrowo i racjonalnie. Podziwiam, że aż tyle udało Ci się zrzucić w 2012 !! Trzymaj się ;**

    OdpowiedzUsuń
  6. dobre podejscie.. bez wariactwa do celu byc i zyc zdrowo

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozsądnie myślisz. Reszta jest już zapisana w komentarzach powyżej. Trzymaj się c;

    OdpowiedzUsuń
  8. Tez chcialabym myslec w ten sposob. Naprawde mozna Ci pozazdroscic podejscia. Trzymaj sie

    OdpowiedzUsuń
  9. kochana, nie słuchaj dziewczyn, które robią ci wyrzuty z takich powodów...
    anoreksja, ana, głodzenie się, pro-ana - jakkolwiek to nazwiesz, wciąż nie jest dietą. stylem życia też nie. przyjaciółką, siostrą, matką też nie. nie jest pomocna, ani nie przynosi niczego dobrego
    widziałam dziewczyny, które histerycznie "boją się stracić anę"; one nie są chore, ogarnął je chyba pewien rodzaj obsesji
    ale to wspaniale, że myślisz inaczej. dzień, w którym choć po części zaczęłabym się podobać sama sobie, byłby dniem mojego największego sukcesu i jakimś kurna przełomem

    ciesz się życiem, kiedy tylko możesz, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. I to się liczy samozadowolenie, bo przecież to jest tak naprawdę nasz cel, dla dwóch osób o tym samym wzroście ideałem będzie być może całkowicie różna waga, ale to co będzie je łączyć to właśnie samozadowolenie, gdy to już osiągną. Cieszę się, że możesz właśnie czuć, że jesteś spełniona pod tym względem i kibicuję, żeby dalej było tak jak to opisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  11. To dobrze, że masz takie podejscie do diety. Trzymam mocno kciuki żeby take pozostało, bo u mnie niestety stało się to obsesją a schudnąć nie potrafię

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej. to ja ProFitness. zmieniłam adres bloga i nazwę profilu.

    Zaczynam wszystko od nowa... ale stare notki pozostają!

    http://freeness-land.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. hej :) jestem świeżakiem, więc zapraszam do mnie:
    chyba-motylek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń