Ciężko jest pisać i analizować swoje problemy. Nie przepadam za użalaniem się nad sobą. To nic fajnego, łatwiej jest udać, że nic się nie dzieję, ale w pewnym momencie staję się to trudne, szczególnie w odniesieniu do najbliższych osób.U obcych udaję automatycznie, choć pewnie Ci którzy mnie nie lubią zauważą czasem w moich oczach zagubienie czy przestraszoną minę.
Wielokrotnie myślałam o zajęciu się moim problemem na poważnie, przeczytaniu jakiś książek, ale za każdym razem kiedy już coś takiego trzymam w ręku odkładam grzecznie na półkę. Boję się, że już zupełnie spanikuję! Często mam takie dni, że nadal myślę, że uroiłam sobie problem, ale fakty są faktami i nie da ich się oszukać. Może to ogólny nacisk społeczeństwa mnie tak przytłacza? Wymyślone standardy, w których nigdy nie mogę się zmieścić? Wczoraj Idealny powiedział, że ostatnio jestem szara. Martwi się o mnie.
Nie chce napisać bardzo długiej notki: po prostu niemal nic mi się we mnie nie podoba. Dobrze, że mam tyle szczęścia w życiu, że otaczają mnie odpowiednie osoby. Ogólnie lenię się i nic w życiu nie robię, oprócz tego studiuję, ale nie jest to jakoś przytłaczająco trudne. Wręcz odwrotnie. Mam do siebie pretensję, że nie czuwam nad moim dalszym rozwojem i, że potem nie będę miała pracy. Nie umiem się zaprezentować, nie umiem rozmawiać z obcymi ludźmi, a kiedy już przebywam na zajęciach to okropnie się pocę, nawet kiedy teoretycznie nic mnie nie stresuję. Myślę, że nie umiem się ładnie wypowiedzieć i robię z siebie idiotkę w niemal każdej rozmowie (no, chyba, że widzę, że ktoś też się stresuję, bądź jest nieśmiały to wtedy jestem najlepszy kozak na świecie!).
Mieszkam z narzeczonym - Idealnym facetem. Serio. Szukamy ideałów, ale życie z takimi wcale nie jest dla psychiki takie proste. Mam rodziców z którymi mam dobry kontakt, są naprawdę super. Teoretycznie niczego nie ma prawa mi brakować. Mam psa i sądzę, że kiedyś zachoruję na depresję (to podobno dziedziczne w pewnym stopniu, więc predyspozycję mam), albo ewentualnie popracuję nad sobą i zmienię swoje życie. Poczucie bezsensu i braku miejsca w życiu męczy mnie ponad trzy miesiące. Wcześniej podobny problem miałam między lutym a majem z podkreśleniem na marzec. Teraz mam tak dwa tygodnie bez wzniesień, potem dwa tygodnie jest totalny dół. Wyjątkami są weekendy - te które mam zajęte, kiedy przygotowuję ciasto, idziemy razem na spacer, kiedy ktoś nas odwiedzi. Dół potrafię też stłumić odpalając np. grę na komputerze i poddawaniu się jej do tego stopnia, że zapominam o wszystkim wokół. Natomiast o siedzeniu przed telewizorem niema nawet mowy, bo wcale nie uważam na to co tam pokazują. Brakuję mi pasji, celu, marzeń, poczucia, że coś robię i jestem po coś potrzebna. Dwa lata temu powiedziałabym, że mam problem z wagą, teraz ona zupełnie straciła na znaczeniu.
Na tym blogu spróbuję wszystko z siebie zrzucić, pomyśleć o sobie i znaleźć rady na to jak to co złe obrócić w dobre. Może to przyniesie jakieś skutki.
Wielokrotnie myślałam o zajęciu się moim problemem na poważnie, przeczytaniu jakiś książek, ale za każdym razem kiedy już coś takiego trzymam w ręku odkładam grzecznie na półkę. Boję się, że już zupełnie spanikuję! Często mam takie dni, że nadal myślę, że uroiłam sobie problem, ale fakty są faktami i nie da ich się oszukać. Może to ogólny nacisk społeczeństwa mnie tak przytłacza? Wymyślone standardy, w których nigdy nie mogę się zmieścić? Wczoraj Idealny powiedział, że ostatnio jestem szara. Martwi się o mnie.
Nie chce napisać bardzo długiej notki: po prostu niemal nic mi się we mnie nie podoba. Dobrze, że mam tyle szczęścia w życiu, że otaczają mnie odpowiednie osoby. Ogólnie lenię się i nic w życiu nie robię, oprócz tego studiuję, ale nie jest to jakoś przytłaczająco trudne. Wręcz odwrotnie. Mam do siebie pretensję, że nie czuwam nad moim dalszym rozwojem i, że potem nie będę miała pracy. Nie umiem się zaprezentować, nie umiem rozmawiać z obcymi ludźmi, a kiedy już przebywam na zajęciach to okropnie się pocę, nawet kiedy teoretycznie nic mnie nie stresuję. Myślę, że nie umiem się ładnie wypowiedzieć i robię z siebie idiotkę w niemal każdej rozmowie (no, chyba, że widzę, że ktoś też się stresuję, bądź jest nieśmiały to wtedy jestem najlepszy kozak na świecie!).
Mieszkam z narzeczonym - Idealnym facetem. Serio. Szukamy ideałów, ale życie z takimi wcale nie jest dla psychiki takie proste. Mam rodziców z którymi mam dobry kontakt, są naprawdę super. Teoretycznie niczego nie ma prawa mi brakować. Mam psa i sądzę, że kiedyś zachoruję na depresję (to podobno dziedziczne w pewnym stopniu, więc predyspozycję mam), albo ewentualnie popracuję nad sobą i zmienię swoje życie. Poczucie bezsensu i braku miejsca w życiu męczy mnie ponad trzy miesiące. Wcześniej podobny problem miałam między lutym a majem z podkreśleniem na marzec. Teraz mam tak dwa tygodnie bez wzniesień, potem dwa tygodnie jest totalny dół. Wyjątkami są weekendy - te które mam zajęte, kiedy przygotowuję ciasto, idziemy razem na spacer, kiedy ktoś nas odwiedzi. Dół potrafię też stłumić odpalając np. grę na komputerze i poddawaniu się jej do tego stopnia, że zapominam o wszystkim wokół. Natomiast o siedzeniu przed telewizorem niema nawet mowy, bo wcale nie uważam na to co tam pokazują. Brakuję mi pasji, celu, marzeń, poczucia, że coś robię i jestem po coś potrzebna. Dwa lata temu powiedziałabym, że mam problem z wagą, teraz ona zupełnie straciła na znaczeniu.
Na tym blogu spróbuję wszystko z siebie zrzucić, pomyśleć o sobie i znaleźć rady na to jak to co złe obrócić w dobre. Może to przyniesie jakieś skutki.
życzę powodzenia w osiągnięciu swoich zamierzonych celów :)
OdpowiedzUsuńHej, głowa do góry! Blog to bardzo dobry pomysł (wiem po sobie). Ja mam i bloga i pamiętnik w formie zeszytu i nie wyobrażam sobie bez nich życia! :) Spróbuj znaleźć jakieś konkretne cele i dążyć do nich małymi kroczkami. Punkt dla Ciebie za to, że w ogóle postanowiłaś coś zacząć robić w tym kierunku, aby było Ci lepiej. :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że powinnaś właśnie znaleźć sobie pełno zajęć żeby nie mieć czasu na rozmyślanie. Bo takie myślenie nas niszczy. A wierzysz w Boga?
OdpowiedzUsuńA może to tylko przesilenia wiosenne i jesienne? Wtedy wiele ludzi ma podobne problemy? Napisałaś, że kiedy masz doła grając jesteś w stanie stłumić złe nastawienie- może znajdź jeszcze coś co lubisz robić i pochłania czas gdzie mogłabyś stosować to jako lekarstwo na złe samopoczucie??
OdpowiedzUsuńNa pewno poczujesz się lepiej prowadząc bloga. Wyrzucając z siebie wszystko.
OdpowiedzUsuńNa pewno będę tu zaglądać :*